W sprawie odrzucenia przez niemiecki rząd wniosku o nadanie Polakom mieszkającym w Niemczech statusu mniejszości narodowej.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie odrzucenia przez niemiecki rząd wniosku o nadanie Polakom 

mieszkającym w Niemczech statusu mniejszości narodowej.

Liga Obrony Suwerenności od kilku lat zwraca uwagę opinii publicznej na dyskryminację Polaków mieszkających w Niemczech i walczy o prawne uznanie naszych rodaków żyjących za Odrą za mniejszość narodową. Na wielu manifestacjach domagaliśmy się od polskiego rządu pomocy w tej sprawie, ponieważ ma on obowiązek chronić interesy rodaków żyjących poza granicami Ojczyzny. Dotychczasowy gabinet Donalda Tuska nie był jednak zainteresowany losem blisko dwumilionowej polskiej społeczności w Niemczech. Wiele wskazuje na to, że pomimo okazywanej przez Angelę Merkel „miłości” wobec obecnej premier Ewy Kopacz, los Polaków w Niemczech nie ulegnie zmianie.

Z oburzeniem przyjęliśmy decyzję niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 8 listopada 2014 roku o odrzuceniu wniosku Związku Polaków w Niemczech, w sprawie przyznania mieszkającym tam Polakom statusu mniejszości narodowej. Zdaniem niemieckiego MSW obywatele tego kraju, którzy są polskiego pochodzenia, nie spełniają kryteriów koniecznych do uznania ich za mniejszość narodową, gdyż nie są „ludnością rodzimą i tradycyjnie osiadłą” w państwie niemieckim. Taka ocena sytuacji przez niemieckich urzędników nie jest zgodna ze stanem faktycznym, gdyż za Odrą żyje kilkaset tysięcy osób pochodzenia polskiego, których przodkowie zaczęli przybywać na te tereny jeszcze w XIX wieku. Posługują się wciąż językiem polskim i kultywują tradycje wyniesione z rodzinnych domów. Dla porównania warto nadmienić, że za mniejszość narodową w RFN uznano mieszkających tam Romów, o których ciężko powiedzieć, że są „ludnością rodzimą i tradycyjnie osiadłą”. Oprócz wybiórczej interpretacji faktów przez stronę niemiecką, oburzającym jest także podtrzymywanie przez władze niemieckie decyzji z czasów panowania reżimu hitlerowskiego. 27 lutego 1940 roku Niemcy zdelegalizowali Związek Polaków w Niemczech oraz nakazali konfiskatę majątku tej organizacji, którego wartość szacowana jest obecnie na setki milionów euro. Polaków pozbawiono także statusu mniejszości narodowej, a tysiące działaczy społecznych polskiego pochodzenia aresztowano i zamordowano.

W Polsce żyje blisko 100 tys. obywateli pochodzenia niemieckiego. Oprócz statusu mniejszości narodowej, przysługują im także wysokie dotacje na niemieckojęzyczne szkolnictwo, media czy imprezy kulturalne. Posiadają oni możliwość posługiwania się językiem niemieckim w urzędach, a w miejscowościach przez siebie zamieszkanych umieszczone są tablice z dwujęzycznymi nazwami. Mniejszości niemieckiej nie obowiązują progi wyborcze, dlatego posiada ona swoich przedstawicieli w polskim Sejmie i licznych samorządach. Dlaczego więc władze niemieckie nie stosują wobec Polaków zamieszkujących terytorium ich państwa takich samych standardów?

Liga Obrony Suwerenności domaga się od władz Republiki Federalnej Niemiec uchylenia dekretu Hermanna Göringa oraz przywrócenia statusu mniejszości narodowej Polakom mieszkającym w Niemczech, a także zwrotu w całości majątku skonfiskowanego Związkowi Polaków w okresie rządów hitlerowskich. Domagamy się również od polskich władz większego zaangażowania oraz lepszego dbania o interesy Polaków żyjących w Niemczech. Obowiązkiem polskiego rządu jest finansowe wspieranie działalności kulturalno-oświatowej prowadzonej w Niemczech przez polskie organizacje, ponieważ brak jakichkolwiek działań w tym zakresie skazuje naszych rodaków na utratę ich narodowej tożsamości. Uważamy także, że w przypadku dalszego ignorowania ze strony niemieckiej postulatu uznania naszych rodaków za mniejszość narodową, należy dążyć do zachowania symetrii w stosunkach dwustronnych, czyli do stopniowego ograniczania nieuzasadnionych przywilejów obywateli polskich pochodzenia niemieckiego.

Gdańsk, dn. 29 listopada 2014 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

0

W sprawie przyszłości polskiego górnictwa.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie przyszłości polskiego górnictwa.

Polskie zasoby węgla kamiennego należą do największych na świecie i wynoszą według Państwowego Instytutu Geologicznego powyżej 48 mld ton, z czego zasoby złóż zagospodarowanych stanowią 39,7% zasobów bilansowych i wynoszą ponad 19 mld ton. Posiadamy także duże złoża węgla brunatnego, które szacowane są na ponad 22,5 mld ton. Nasze kopalnie wydobyły w 2013 roku około 77 mln ton węgla kamiennego, z czego 10,6 mln ton wywieziono za granicę (w tym czasie eksport wzrósł o 3,2 mln ton), natomiast resztę sprzedano na rynku krajowym. Głównymi odbiorcami polskiego węgla w 2013 roku były: Niemcy (3,5 mln ton), Czechy (1,6 mln ton), Austria (770 tys. ton), Słowacja (650 tys. ton), Wlk. Brytania (650 tys. ton), Dania (550 tys. ton), a także Maroko (360 tys. ton) i Turcja (200 tys. ton). Przy obecnym poziomie konsumpcji w Polsce, węgla wystarczy nam jeszcze na wiele lat. Dlatego będzie on przez długi czas naszym najważniejszym surowcem strategicznym. Obecnie zaspokaja 88% zapotrzebowania energetycznego Polski. W 2012 roku z węgla kamiennego wyprodukowano 53% energii, natomiast z węgla brunatnego 35%. Poza tym należy dodać, że w samym tylko górnictwie węgla kamiennego w 2013 roku zatrudnionych było 106,7 tys. osób, a cała branża wydobywcza generuje wiele tysięcy dodatkowych miejsc pracy w firmach, które pracują na jego potrzeby.

Pomimo zwiększonego popytu na węgiel, można jednak zauważyć, że w ostatnich latach następuje wyraźny spadek wydobycia tego surowca w polskich kopalniach, co pociąga za sobą obniżenie rentowności naszych zakładów wydobywczych, spadek zatrudnienia i zmniejszenie nakładów inwestycyjnych. Wiąże się to z rosnącym niekontrolowanym importem tego surowca, którego tylko w 2013 roku sprowadzono do Polski 10,8 mln ton, w tym z Rosji 6,6 mln ton, Czech 1,6 mln ton i Ukrainy 1 mln ton. Ignorowanie przez polski rząd wielkiej skali importu spowodowało, że na kopalnianych zwałowiskach zalegają ogromne ilości węgla, którego nie można sprzedać. W tej sytuacji kopalnie tracą płynność finansową, wstrzymują wydobycie i wysyłają górników na przymusowe urlopy. Kolejnym czynnikiem wywierającym negatywny wpływ na kondycję polskiego górnictwa jest brak właściwej koncepcji funkcjonowania sektora wydobywczego i energetycznego, a także niedostateczny nadzór właścicielski nad spółkami węglowymi. Jednak podstawowym problemem jest uległość polskiego rządu wobec dyktatu Unii Europejskiej, która narzuciła nam nadmierne ograniczenia w ramach lansowanej przez biurokratów z Brukseli tzw. polityki klimatycznej. Oprócz tego prowadzona jest od wielu lat wzmożona kampania propagandowa przeciwko wykorzystywaniu w Polsce węgla kamiennego, jako surowca do wytwarzania energii elektrycznej i cieplnej, w którą zaangażowane są znaczne siły i środki. Wyjątkowo niepokojące są również przypadki eliminowania węgla, jako paliwa w gospodarstwach domowych oraz działania resortu środowiska zmierzające do wprowadzenia zakazu opalania pieców węglem.

Dalsze bagatelizowanie przez rząd tych groźnych tendencji, w konsekwencji doprowadzi do pogłębienia się kryzysu w górnictwie, bankructwa i likwidacji wielu kopalń, ogromnego wzrostu bezrobocia i zapaści gospodarczej Śląska, który jest jednym z najbardziej uprzemysłowionych rejonów naszego kraju. Zagłada górnictwa zagrozi też bezpośrednio bezpieczeństwu energetycznemu Polski, ponieważ niszcząc naszą samowystarczalność energetyczną uzależnimy się od importu energii. Zagrożeniem dla polskiej suwerenności jest szczególnie import węgla z Federacji Rosyjskiej, który wypiera z rynku polski surowiec, a jego dostawy, podobnie jak gazu i ropy, obciążone są przecież wielkim ryzykiem politycznym. Podobnie jest z fanaberiami brukselskich biurokratów, którzy lansując na siłę rozwiązania zmierzające do całkowitej likwidacji energetyki węglowej, doprowadzą do ogromnego deficytu energii w Polsce i radykalnego wzrostu jej ceny dla przemysłu, jak również dla odbiorców indywidualnych. Obniży to konkurencyjność krajowych przedsiębiorstw i znacznie podroży koszty życia polskiego społeczeństwa.

Liga Obrony Suwerenności uważa, że zasoby węgla są naszym największym bogactwem energetycznym, a górnictwo jest jedną z kluczowych gałęzi przemysłu i od jego kondycji zależy sytuacja całej polskiej gospodarki. Dlatego domagamy się odrzucenia unijnego pakietu klimatyczno-energetycznego, a także prowadzenia własnej polityki klimatycznej uwzględniającej polskie uwarunkowania społeczno-gospodarcze i bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju. Naszym zdaniem można realizować cele ekologiczne i klimatyczne bez eliminacji węgla kamiennego, jako źródła energii, chociażby inwestując w nowoczesne technologie ograniczające emisję dwutlenku węgla do atmosfery, a także poprzez szersze wykorzystanie możliwości zgazowania węgla na potrzeby chemii czy energetyki, co mogłoby również przyczynić się do zmniejszenia importu rosyjskiego gazu. Domagamy się także zniesienia akcyzy na wydobywany w kraju węgiel oraz wprowadzenia podatku importowego od surowca sprowadzanego do Polski spoza Unii Europejskiej, jak również stworzenia długoterminowej strategii funkcjonowania całego sektora energetycznego, która zapewni bezpieczeństwo energetyczne kraju w oparciu o polski węgiel. Uważamy ponadto, że wskazanym jest także podjęcie energicznych działań zmierzających do stworzenia grup kapitałowych łączących spółki zajmujące się wydobyciem węgla kamiennego z energetyką.

Liga Obrony Suwerenności wyraża również swoje zdecydowane poparcie dla postulatów górniczych związków zawodowych, które w przeciwieństwie do obecnego rządu dostrzegają potrzebę dbania o polskie interesy narodowe i dobro obywateli. Czas skończyć z ignorancją, marnotrawstwem i niekompetencją rządzących! Dość władzy szkodników!

Gdańsk, dn. 9 czerwca 2014 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

0

W sprawie sprzeciwu wobec wyprzedaży polskiej ziemi obcokrajowcom.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie sprzeciwu wobec wyprzedaży polskiej ziemi obcokrajowcom.

1 maja 2016 roku upłynie termin obowiązywania ograniczeń administracyjnych na zakup polskiej ziemi i lasów przez obcokrajowców. Obecnie zasady obrotu ziemią z udziałem podmiotów zagranicznych reguluje ustawa z 24 marca 1920 roku o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców, która warunkuje nabycie ziemi rolnej przez podmioty zagraniczne od tego, czy „nabycie nieruchomości przez cudzoziemca nie spowoduje zagrożenia obronności, bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego, a także nie sprzeciwiają się temu względy polityki społecznej i zdrowia społeczeństwa”. Musi on również wskazać na okoliczności, które potwierdzają jego więzi z Rzeczpospolitą Polską. Po spełnieniu tych wymogów zakup ziemi przez obcokrajowca może dojść do skutku za zgodą Ministra Spraw Wewnętrznych.

Unijne przepisy, które 1 maja 2016 roku zaczną obowiązywać również w Polsce, dopuszczają swobodny obrót ziemią w obrębie wspólnoty. Pomimo tego, że powyższe uregulowania funkcjonują już od dawna na obszarze tzw. starej Unii, wszystkie państwa zrzeszone w Unii Europejskiej, a zwłaszcza: Francja, Niemcy, Austria, Dania i Holandia, chronią swój stan posiadania ziemi, a w ich prawie istnieją ograniczenia w jej obrocie. W konsekwencji stan faktyczny odbiega od normatywnego, a przy nabywaniu ziemi premiowani są rolnicy z danych krajów. Utrudnia to nabywanie prawa własności ziemi zagranicznym osobom fizycznym i prawnym, zainteresowanym przemysłową gospodarką rolną oraz przeciwdziała skupowaniu ziemi w celach spekulacyjnych przez osoby niezainteresowane prowadzeniem działalności rolniczej. Poza potencjalnie łatwą dostępnością, kolejnymi czynnikami, które decydują o atrakcyjności polskich gruntów dla cudzoziemców są: ich niska degradacja, kilkakrotnie niższa cena w porównaniu do krajów tzw. starej Unii oraz przewaga finansowa podmiotów zagranicznych, która czyni je bezkonkurencyjnymi. W takiej sytuacji polska ziemia może stać się przedmiotem dużego zainteresowania nabywców z bogatszych krajów Unii Europejskiej.

Polityka wielu krajów europejskich sprzyja zachowaniu tradycyjnej struktury wsi. Idą za tym inwestycje mające ułatwić życie na wsi i zapobiec odpływowi ludności do miast, a także ułatwienia komunikacyjne. Tymczasem polskie władze od wielu lat realizują politykę wycofywania się z obszarów wiejskich, czego przejawem są: likwidacja szkół, urzędów, połączeń kolejowych i autobusowych oraz niedoinwestowanie infrastrukturalne i zaniedbania w obszarze komunikacyjnym, co utrudnia życie na wsi i skłania do migracji do aglomeracji miejskich. Polityka rządu Donalda Tuska odbiega więc od praktyki obserwowanej w innych krajach europejskich. Po wyprzedaży polskiego przemysłu, to właśnie ziemia i lasy są naszym podstawowym majątkiem narodowym. Doświadczenia historyczne uczą, że o potencjale narodu decyduje zachowany w jego rękach majątek. Za to pierwszym krokiem do wynarodowienia i ubezwłasnowolnienia jest pozbawienie go własności i ziemi. Polski przemysł można odbudować, bowiem należy do dóbr, o których sile decyduje inicjatywa obywateli. Ziemia zaś jest dobrem, którego ilość jest ograniczona. Ponadto rodzinne gospodarstwa rolne są ważną dziedziną polskiej gospodarki, ponieważ na wsi mieszka około 39% Polaków, a liczba pracujących w rolnictwie indywidualnym według Powszechnego Spisu Rolnego z 2010 roku wynosi ponad 4,5 mln osób.

Do rozdysponowania w Zasobach Własności Rolnej Skarbu Państwa pozostało jeszcze około 1,8 mln ha ziemi. Natomiast od pewnego czasu można zaobserwować zjawisko nasilonego nabywania polskiej ziemi przez podmioty zagraniczne, które wchodzą w jej posiadanie legalnie, za zgodą MSW, poprzez lokowanie kapitału w polskich spółkach, które są tylko nominalnymi właścicielami ziemi, na co nie potrzeba zgody organów administracyjnych; oraz nielegalnie, za pośrednictwem polskich obywateli, którzy faktycznie nią nie dysponują. Ponadto polska ziemia jest obiektem działań spekulacyjnych nastawionych na jej skup z zamiarem późniejszej odsprzedaży cudzoziemcom. Tolerowanie przez rząd takich praktyk doprowadzi w przyszłości do tego, że polscy rolnicy zostaną pozbawieni nie tylko możliwości rozbudowy gospodarstw, ale również milionów euro dotacji unijnych.

MSW ocenia stan posiadania ziemi przez obcokrajowców jako stosunkowo niewielki. Najwyższa Izba Kontroli wykazała jednak, że oficjalne dane resortu są kilkakrotnie zaniżone w stosunku do stanu faktycznego. Prawdziwe rozmiary tego procederu poznamy zapewne dopiero w 2016 roku, ponieważ MSW nie posiada obecnie pełnych danych o skali nabywania polskich gruntów przez cudzoziemców, co wynika z luki w przepisach, które nie zobowiązują spółek kontrolowanych przez obcokrajowców do składania informacji o posiadanych gruntach. Odpowiedzialna za sprzedaż państwowej ziemi Agencja Nieruchomości Rolnych również nie monitoruje występujących na rynku wtórnym procesów koncentracji gruntów w rękach podmiotów zagranicznych.

Liga Obrony Suwerenności opowiada się za tym, aby polska ziemia pozostała w polskich rękach. W naszej opinii polskie władze powinny wzorem innych państw europejskich wprowadzić ograniczenia w obrocie ziemią rolną, a naszym rodzimym rolnikom przyznać preferencyjne warunki jej nabywania, z prawem pierwokupu włącznie. Ziemia będąca w Zasobach Własności Rolnej Skarbu Państwa powinna być przeznaczona wyłącznie na rzecz polskich rolników indywidualnych zamierzających powiększyć swoje gospodarstwa rodzinne, które zgodnie z Konstytucją RP są podstawą ustroju rolnego w Polsce. Dlatego Liga Obrony Suwerenności popiera słuszne protesty rolników domagających się usunięcia szkodliwych patologii w gospodarowaniu gruntami pozostającymi w gestii Agencji Nieruchomości Rolnych i objęcia szczególną kontrolą procesu nabywania państwowej ziemi rolnej, a także będącej w obrocie na rynku wtórnym.

Gdańsk, dn. 8 maja 2014 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

0

W sprawie sprzeciwu wobec germanizacji polskich dzieci w Niemczech.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie sprzeciwu wobec germanizacji polskich dzieci w Niemczech.

W stosunkach polsko-niemieckich od wielu lat mamy do czynienia z bolesnym problemem, który dotyczy skandalicznej działalności wszechwładnego Urzędu ds. Młodzieży – Jugendamt. Zalążki Jugendamtów powstały w 1922 roku jako instytucja opiekująca się trudną młodzieżą. Jego późniejsze praktycznie nieograniczone możliwości i niekontrolowane zasady działania zostały określone po dojściu Hitlera do władzy w 1933 roku, gdy naziści włączyli sieć tych placówek do swojego systemu wychowawczego. Jugendamty w czasie II wojny światowej były jednym z głównych instrumentów nazistowskiej polityki germanizacyjnej realizowanej w ramach tzw. Generalnego Planu Wschodniego, który polegał m.in. na masowym rabunku i wynaradawianiu dzieci uznanych przez eugenikę niemiecką za „wartościowe rasowo”. Po wojnie nie zostały rozwiązane, pomimo tego, że były aktywnym elementem nazistowskiego aparatu przemocy. Do 1952 roku pozostawały pod kontrolą niemieckiego MSW, wtedy właśnie zniszczono akta ok. 200 tys. uprowadzonych w czasie wojny polskich dzieci, które pozbawiono tożsamości i „podarowano” niemieckim rodzinom. W wyniku zacierania śladów tej ohydnej zbrodni odnaleziono jedynie ok. 10% spośród porwanych dzieci.

Unormowania prawne dotyczące opieki nad młodzieżą i dziećmi zostały przeniesione do obowiązującego w RFN Kodeksu Socjalnego z prawodawstwa III Rzeszy i stanowią dzisiaj podstawę prawną działalności Jugendamtów, które znajdują się w gestii niemieckich krajów związkowych. W myśl obowiązującej w Niemczech polityki Deutsche Leitkultur – niemiecka kultura wiodąca – przymusowo wychowuje się dzieci obcokrajowców na „dobrych Niemców”. Temu celowi służy również proceder odbierania prawa do opieki nad dziećmi, po rozwodzie mieszanych małżeństw, rodzicom pochodzącym spoza Niemiec. Jugendamty coraz częściej brutalnie ingerują w życie rodzin i naruszają ich prywatność. Federalny Urząd Statystyczny poinformował, że tylko w 2011 roku odebrały rodzinom 38 500 nieletnich. Większość tych interwencji dotyczyła rodzin niemieckich, w których występowały problemy wychowawcze. Jednak coraz częściej spotyka to rodziny obcokrajowców, w tym szczególnie Polaków, którym pod byle pretekstem odbiera się prawa rodzicielskie.

Liczne przypadki uprowadzenia dzieci przez Jugendamty, utrudnianie lub wręcz uniemożliwianie im kontaktu z rodzicami, w sytuacji, gdy sąd orzekł dostęp rodzicielski pod nadzorem oraz częste zakazy rozmów z dziećmi w języku innym niż niemiecki, wskazują jednoznacznie na rozpowszechnioną w tej instytucji i tolerowaną przez niemiecki wymiar sprawiedliwości praktykę zmierzającą do zniemczenia dzieci innych narodowości. W Polsce głośne były sprawy rozwiedzionych Polaków mieszkających w Niemczech, którzy skarżyli się, że niemieckie instytucje uniemożliwiały im posługiwanie się językiem polskim w czasie nadzorowanych spotkań z ich dziećmi. Podobne problemy zgłaszali też rodzice z innych krajów. Skandaliczne praktyki stosowane przez Jugentamty są dla wielu polskich rodziców źródłem prawdziwych dramatów i nierzadko kończą się dla nich ruiną finansową oraz prawdziwą gehenną, związaną z sądowym dochodzeniem prawa do opieki nad dziećmi. Dlatego nie może dziwić fakt, że zrozpaczeni i zdesperowani rodzice coraz częściej decydują się na ucieczkę z Niemiec i ukrywanie się przed tamtejszymi sądami, które realizując interesy państwa niemieckiego zmierzają do odebrania im dzieci i przekształcenia ich z dwunarodowych na Niemców mówiących tylko po niemiecku.

W obliczu tej brutalnej polityki germanizacyjnej realizowanej przez bezduszną machinę biurokratyczną dyskryminowani rodzice pozostają często bezradni, bowiem poza wsparciem ze strony organizacji społecznych nie mogą liczyć na pomoc polskiego rządu, który bagatelizuje ten problem, ani polskich sądów, które najczęściej wtórują sądom niemieckim. Pomimo tego, że karygodne praktyki, których dopuszczają się Jugendamty są bezczelnym przejawem łamania europejskiego prawa, to Niemcy się tym w ogóle nie przejmują, nie zważając nawet na protesty Parlamentu Europejskiego. Jest to również przykład dysproporcji w podejściu Niemców do przestrzegania tzw. standardów europejskich, których stosowania przez inne państwa głośno się domagają, a jednocześnie sami stosują się do nich tylko wtedy, gdy jest im to wygodne.

W związku z tym, Liga Obrony Suwerenności wyraża swój zdecydowany sprzeciw wobec prowadzonej w Niemczech polityki germanizacyjnej dotykającej naszych rodaków, jak również oburzenie biernością polskiego rządu, którego obowiązkiem jest ochrona Polaków mieszkających poza granicami naszego państwa. Domagamy się od władz Rzeczypospolitej podjęcia zdecydowanych kroków dyplomatycznych, celem powstrzymania wszelkich działań podejmowanych przez niemieckie instytucje, które zmierzają do wynarodowienia polskich dzieci oraz udzielenia pomocy polskim rodzinom pokrzywdzonym przez Jugendamty. Nie można bowiem dłużej tolerować szkodliwej działalności tych instytucji, które chociażby z racji ich rodowodu powinny być już dawno zlikwidowane. Nie można też biernie przypatrywać się temu, jak krzywdzi się niewinnych ludzi, którym, za to tylko, że chcą mówić z dziećmi po polsku, odbiera się prawa rodzicielskie i zmusza się do desperackich czynów, które przede wszystkim szkodzą ich dzieciom.

Gdańsk, dn. 2 marca 2014 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

0

W sprawie szkodliwości tzw. ideologii gender.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie szkodliwości tzw. ideologii gender.

Społeczeństwo polskie od dłuższego czasu jest obiektem zmasowanej ofensywy ideologicznej ze strony środowisk lewackich i libertyńskich, które poprzez zmasowaną propagandę medialną i indoktrynację, sięgającą nawet do szkół i przedszkoli oraz służby zdrowia i instytucji kulturalno-oświatowych, próbują pod pretekstem dążenia do równouprawnienia przedefiniować pojęcia małżeństwa i rodziny. W szczególności budzą najwyższy niepokój działania podejmowane przez zwolenników gender, bowiem ideologia ta „stanowi efekt trwających od dziesięcioleci przemian ideowo-kulturowych, mocno zakorzenionych w marksizmie i neomarksizmie, promowanych przez niektóre ruchy feministyczne oraz rewolucję seksualną. Genderyzm promuje zasady całkowicie sprzeczne z rzeczywistością i integralnym pojmowaniem natury człowieka. Twierdzi, że płeć biologiczna nie ma znaczenia społecznego, i że liczy się przede wszystkim płeć kulturowa, którą człowiek może swobodnie modelować i definiować, niezależnie od uwarunkowań biologicznych. Według tej ideologii człowiek może siebie w dobrowolny sposób określać: czy jest mężczyzną czy kobietą, może też dowolnie wybierać własną orientację seksualną. To dobrowolne samookreślenie, które nie musi być czymś jednorazowym, ma prowadzić do tego, by społeczeństwo zaakceptowało prawo do zakładania nowego typu rodzin, na przykład zbudowanych na związkach o charakterze homoseksualnym. (…) Niebezpieczeństwo ideologii gender wynika w gruncie rzeczy z jej głęboko destrukcyjnego charakteru zarówno wobec osoby, jak i relacji międzyludzkich, a więc całego życia społecznego. Człowiek o niepewnej tożsamości płciowej nie jest w stanie odkryć i wypełnić zadań stojących przed nim zarówno w życiu małżeńsko-rodzinnym, jak i społeczno-zawodowym. Próba zrównania różnego typu związków jest de facto poważnym osłabieniem małżeństwa jako wspólnoty mężczyzny i kobiety oraz rodziny, na małżeństwie zbudowanej”.

Liga Obrony Suwerenności w całej pełni utożsamia się z treścią Listu Pasterskiego Episkopatu Polski skierowanego do wiernych Kościoła katolickiego w Niedzielę Świętej Rodziny 29 grudnia 2013 roku, w którym biskupi, wobec nasilających się ataków tej ideologii skierowanych na różne obszary życia rodzinnego i społecznego, zdecydowanie wypowiedzieli się w obronie chrześcijańskiej rodziny i chroniących ją fundamentalnych wartości. Biskupi przypomnieli również, że to „Bóg stworzył człowieka mężczyzną i kobietą, zaś bycie – w ciele i duszy – mężczyzną „dla” kobiety i kobietą „dla” mężczyzny uczynił wielkim i niezastąpionym darem oraz zadaniem w życiu małżeńskim. Rodzinę oparł na fundamencie małżeństwa złączonego na całe życie miłością nierozerwalną i wyłączną. Postanowił, że taka właśnie rodzina będzie właściwym środowiskiem rozwoju dzieci, którym przekaże życie oraz zapewni rozwój materialny i duchowy”. Stwierdzili także, że „chrześcijańska wizja nie jest jakąś arbitralnie narzuconą normą, ale wypływa z odczytania natury osoby ludzkiej, natury małżeństwa i rodziny. Odrzucanie tej wizji prowadzi nieuchronnie do rozkładu rodzin i do klęski człowieka”. Nie po raz pierwszy mądrość duszpasterzy Kościoła, który „w sposób integralny patrzy na człowieka i jego płeć, dostrzegając w niej wymiar cielesno-biologiczny, psychiczno-kulturowy oraz duchowy”, wskazuje nam właściwą drogę, którą nasza wspólnota narodowa powinna kroczyć. Pokazuje nam też jak uniknąć pułapki zastawionej przez zwolenników ideologii gender, którzy głoszą, że „płeć biologiczna nie ma żadnego istotnego znaczenia dla życia społecznego”, a w gruncie rzeczy dążą do legalizacji związków homoseksualnych i zrównania ich z małżeństwem, będącym uświęconą przez Boga i tradycję wspólnotą mężczyzny i kobiety.

Liga Obrony Suwerenności zdecydowanie sprzeciwia się wszelkim ideologicznym eksperymentom dokonywanym na polskim społeczeństwie, które w założeniu ich pomysłodawców prowadzą do osłabienia, bądź rozbicia struktury naszej narodowej wspólnoty oraz jej podstawowej komórki społecznej, jaką jest tradycyjna polska rodzina. Sprzeciwiamy się również propagowaniu fałszywych i szkodliwych społecznie treści, które demoralizują wielu Polaków, szczególnie ludzi młodych. Uważamy, że poglądy głoszone przez zwolenników tzw. genderyzmu są niebezpieczne i wpisują się w prowadzoną przez środowiska lewicowe walkę z chrześcijaństwem i wszelkimi przejawami polskiego tradycjonalizmu i patriotyzmu. Nie lekceważymy zagrożeń jakie wypływają z tej antychrześcijańskiej i antypolskiej propagandy. Dlatego przyłączamy się do apelu Episkopatu Polski o jedność wszystkich ludzi dobrej woli, którzy powinni zdecydowanie przeciwstawić się temu zmasowanemu atakowi na nasz tradycyjny model życia i nasze najświętsze wartości, które od ponad tysiąclecia wyznajemy i pielęgnujemy.

Gdańsk, dn. 5 stycznia 2014 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

0

W sprawie wyroku Sądu Najwyższego zakazującego działalności Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie wyroku Sądu Najwyższego zakazującego działalności

Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej.

Sąd Najwyższy Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 5 grudnia 2013 roku, po rozpoznaniu skargi kasacyjnej Prokuratora Okręgowego, uchylił postanowienie Sądu Okręgowego w Opolu z dnia 7 września 2012 roku, w sprawie rejestracji Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej. W specjalnym komunikacie Sąd Najwyższy stwierdził, że: „szanując przekonanie części Ślązaków o ich pewnej odrębności, wynikającej z kultury i regionalnej gwary, nie można jednak zaakceptować sugestii, iż tworzy się naród śląski, bądź już istnieje – w liczbie kilkuset tysięcy osób, którzy zadeklarowali taką przynależność w spisie powszechnym. Dążenie do uzyskania autonomii i poczucia pełnego władztwa osób „narodowości śląskiej” na terenie Śląska (antycypację czego zawiera § 8 pkt 4 statutu stowarzyszenia), należy ocenić jako dążenie do osłabienia jedności oraz integralności państwa polskiego, co jest sprzeczne z zasadą wynikającą z art. 3 Konstytucji RP”.

Sąd Najwyższy przypomniał również o tym, że: „w postanowieniu z dnia 18 marca 1998 roku (…) oddalił kasację dotyczącą rejestracji zrzeszenia pod nazwą Związek Ludności Narodowości Śląskiej stwierdzając, że wolność wyboru narodowości może być realizowana tylko w odniesieniu do narodów obiektywnie istniejących, jako ukształtowanych w procesie historycznym”. Jak również to, że podobna sprawa dotycząca „odmowy rejestracji Związku Ludności Narodowości Śląskiej – Stowarzyszenia Osób Deklarujących Przynależność do Narodowości Śląskiej w Katowicach zakończyła się oddaleniem skargi kasacyjnej tego Związku postanowieniem Sądu Najwyższego z dnia 14 lutego 2007 roku. W uzasadnieniu tego orzeczenia stwierdzono, że nie można deklarować przynależności do narodu, który nie istnieje”.

Podobnie postąpił Europejski Trybunał Praw Człowieka, który w wyroku z dnia 20 grudnia 2001 roku uznał, że: „nie jest jego zadaniem wyrażanie opinii na temat, czy Ślązacy są mniejszością narodową. (…) porównanie przepisów statutu z przepisami wyborczymi skłoniło Trybunał do przypuszczenia, że zbieżność słów „organizacja”, „mniejszość” i „narodowa” wraz z nazwą proponowaną dla stowarzyszenia przez skarżących, sprawia wrażenie, że w przyszłości członkowie stowarzyszenia mogliby, poza zajmowaniem się celami wyraźnie wymienionymi w programie, aspirować do wystartowania w wyborach. Trybunał przypomniał, że pluralizm i demokracja są, z natury rzeczy, oparte na kompromisie, który wymaga różnych ustępstw od jednostek i grup jednostek. Obywatele muszą czasami być przygotowani na ograniczenie niektórych z ich wolności, aby zapewnić większą stabilność kraju jako całości. Szczególnie, jeśli chodzi o system wyborczy, który ma pierwszorzędną wagę dla każdego demokratycznego państwa”. W związku z tym uznał, że „w szczególnych okolicznościach tej sprawy, było rozsądnym ze strony władz działać tak, jak to uczyniły w celu chronienia systemu wyborczego państwa, systemu, który jest niezbędnym elementem właściwego funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa”. W kolejnym wyroku z 17 lutego 2004 roku Trybunał nie stwierdził naruszenia art. 11 Konwencji, a w konkluzji oznajmił, że: „w rozpoznawanej sprawie władze polskie odmawiając rejestracji zrzeszenia pod nazwą Związek Ludności Narodowości Śląskiej nie przeszkodziły w utworzeniu zrzeszenia dla wyrażania i propagowania charakterystycznych cech mniejszości, lecz jedynie zapobiegły utworzeniu jednostki prawnej (legal entity), która poprzez rejestrację i nazwę uzyskałaby specjalny status i związane z nim przywileje w rozumieniu prawa wyborczego. Odmowa rejestracji musi być uznana jako konieczna w społeczeństwie demokratycznym”.

Liga Obrony Suwerenności za główny cel swojego działania uznaje umacnianie integralności Państwa Polskiego. W związku z tym prowadzimy zdecydowaną walkę z wszelkimi przejawami separatyzmu, występującymi szczególnie ostro na terenie województw: śląskiego i opolskiego. Dlatego z dużym zadowoleniem przyjęliśmy decyzję Sądu Najwyższego zakazującą szkodliwej działalności Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej. Uzasadnienie tego wyroku nie budzi najmniejszych wątpliwości, co do intencji założycieli tej organizacji, którzy dążąc do uzyskania autonomii osłabiali jedność i integralność Rzeczypospolitej. Poza tym widać wyraźnie, że podstawowym celem aktywistów z SONŚ nie była deklarowana przez nich działalność kulturalno-oświatowa, ale przede wszystkim chęć zaspokojenia niezdrowych ambicji politycznych poprzez uzyskanie nieuzasadnionych przywilejów wyborczych. O antypolskim nastawieniu tego środowiska świadczą również jego dotychczasowe poczynania oraz reakcja na wyrok SN ze strony jednego z polityków PO, będącego jednocześnie członkiem SONŚ. 

W naszej opinii Sąd Najwyższy stanął na wysokości zadania i podjętą decyzją przyczynił się do wzmocnienia ochrony naszego państwa przed próbami jego dezintegracji. Niemniej jednak jest to tylko jeden z etapów naszej narodowej walki, który zakończył się sukcesem. Przed polskimi patriotami stoi bowiem kolejne zadanie, jakim powinno być doprowadzenie do delegalizacji Ruchu Autonomii Śląska, który jest głównym ośrodkiem działalności antypolskiej. Liga Obrony Suwerenności uważa, że w naszym kraju nie powinno się zezwalać na działalność tego typu organizacji, a separatystów zmierzających do rozbicia Polski powinny spotykać poważne konsekwencje prawne i ostracyzm społeczny, a nie przyzwolenie na robienie błyskotliwych karier na politycznych salonach III Rzeczypospolitej.

Gdańsk, dn. 15 grudnia 2013 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

0

W sprawie walki z korupcją w sferze działalności publicznej.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie walki z korupcją w sferze działalności publicznej.

W ostatnim czasie do polskiej opinii publicznej dociera coraz więcej informacji na temat korupcji, która niczym nowotwór zżera nasze państwo. Przybiera ona coraz większe rozmiary w kręgach obecnej władzy, której czas nieubłaganie dobiega końca, co tym bardziej motywuje prominentów z rządzącej koalicji do aktywniejszego zabiegania wokół własnych interesów. Pomimo tego, że dostępne statystyki pokazują jakoby w ostatnich latach rozmiary korupcji w Polsce zmniejszyły się, sytuując nasz kraj wśród światowych średniaków, to jednak odczucia społeczne są zdecydowanie odmienne. Zresztą trudno się temu dziwić, skoro korupcja najbardziej rozpowszechniona jest w środowisku polityków i wysokich urzędników państwowych, czego przykładem są wszechobecne: nepotyzm i kumoterstwo, uległość wobec nieuczciwego lobbingu, przekupstwo i wykorzystywanie pieniędzy publicznych na rzecz swojej partii lub familii. Stan ten potwierdzają liczne doniesienia prasowe i coraz częstsze aresztowania dokonywane przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Korupcją dotknięte są praktycznie wszystkie obszary działalności państwowej, a szczególnie te dziedziny, w których mamy do czynienia z dużymi inwestycjami. Publiczne pieniądze stają się dość łatwym łupem dla aferzystów i łapówkarzy, którzy praktycznie bezkarnie żerują na państwowym budżecie.

Polacy zbulwersowani są ujawnioną ostatnio tzw. infoaferą, dotyczącą zakupów sprzętu komputerowego i oprogramowania dla instytucji publicznych, w tym służb podległych MSWiA, które przecież powinny świecić przykładem, w zakresie uczciwości i przestrzegania prawa. Tymczasem, jak zeznał jeden z oskarżonych, łapówki brali wszyscy, od ABW do Straży Granicznej, nie wyłączając wysokich urzędników ministerialnych i funkcjonariuszy Komendy Głównej Policji. Do dziś nie rozliczono winnych afery hazardowej, utrącono także polityczne wątki śledztwa dotyczącego firmy Amber Gold, „zamieciono pod dywan” aferę wokół spółki Elewarr, czy śledztwo w sprawie korupcji politycznej podczas wyborów szefa dolnośląskiej PO, gdzie jednemu z delegatów na zjazd, w zamian za poparcie wskazanego kandydata, obiecywano załatwienie stanowiska w KGHM. A jest to tylko przysłowiowy „czubek góry lodowej”, bowiem przypadków działalności przestępczej ludzi pełniących funkcje publiczne jest dużo więcej.

Korupcja to jeden z najcięższych grzechów rządzącej klasy politycznej, ponieważ niszczy podstawy funkcjonowania państwa, podważa zaufanie obywateli do instytucji publicznych, demoralizuje społeczeństwo i naraża nas na ogromne straty finansowe. Dlatego Liga Obrony Suwerenności domaga się zaostrzenia sankcji karnych wobec funkcjonariuszy publicznych, którzy dopuszczają się łamania prawa. W naszej opinii odpowiedzialność wzrasta wraz z zajmowaną pozycją w hierarchii społecznej, a kara powinna być proporcjonalnie większa w przypadku popełnienia przestępstwa przez funkcjonariusza publicznego, niż zwykłego obywatela. Urzędnicy i funkcjonariusze państwowi muszą być osobami o nieskazitelnej postawie moralnej, powinni też w swoim działaniu dawać przykład uczciwości i praworządności. Dlatego nie może być przyzwolenia na to, aby ludzie ci bezkarnie łamali prawo, współpracowali z przestępcami lub bogacili się kosztem pozostałych obywateli.

Liga Obrony Suwerenności zdaje sobie sprawę z tego, że jakiekolwiek apele kierowane do polityków obecnej koalicji są bezprzedmiotowe, bowiem są oni ludźmi zdeprawowanymi, często uwikłanymi w różne podejrzane układy. Dlatego zwracamy się do tych polityków opozycji oraz wszystkich uczciwych Polaków, którym nie jest obojętny los naszej Ojczyzny, o stworzenie wspólnego frontu walki z patologiami polskiego życia publicznego, które przyczyniają się do rozkładu naszego państwa. Uważamy, że tylko mocne i solidarne wystąpienie wszystkich ludzi dobrej woli, jest w stanie przyczynić się do znaczącego ograniczenia rozmiarów szkodliwej plagi, jaką jest korupcja. Deklarujemy również gotowość współpracy z siłami politycznymi, które wykażą niezbędną determinację w zakresie rozliczenia aferzystów i skorumpowanych polityków. Dając w ten sposób świadectwo uczciwości oraz przykład sprawiedliwości i praworządności, tak bardzo potrzebnych w naszym życiu społecznym.

Gdańsk, dn. 10 grudnia 2013 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

0

W sprawie udzielenia poparcia dla postulatów związków zawodowych.

O Ś W I A D C Z E N I E

w sprawie udzielenia poparcia dla postulatów związków zawodowych.

Dobre rządy charakteryzują się dbałością o interesy narodowe i rozwój państwa oraz troską o pomyślność obywateli. Dobry gospodarz dba o stan swojego majątku i kondycję pracowników, ponieważ przynoszą mu stale wymierne korzyści będące podstawą jego egzystencji. Tymczasem w Polsce dzieje się źle, bowiem nie mamy dobrego gospodarza, a rząd zachowuje się jak syndyk masy upadłościowej, który za łapówkę gotów jest wyprzedać spekulantom resztki majątku narodowego. Rośnie bezrobocie i emigracja zarobkowa wśród Polaków, narasta wyzysk ekonomiczny pracowników, likwiduje się tysiące przedsiębiorstw, rośnie dziura budżetowa i dług publiczny. Jednocześnie wzrastają zyski zagranicznych koncernów i powiększa się armia biurokratów żyjących na koszt podatników, których za rządów Donalda Tuska przybyło ponad 100 tysięcy. W sytuacji, gdy miliony Polaków pozbawionych jest pracy i środków do życia, jedynie rządząca klasa pasożytnicza ma się dobrze. Podnoszą sobie diety i pensje, rozdzielają wysokie premie i opływają we wszelkie luksusy. Naród zaś karmią kłamliwą propagandą i żenującym spektaklem politycznym. Natomiast prawda jest taka, że politycy rządzącej koalicji PO-PSL nie mają w ogóle pojęcia jak poprawić sytuację naszego kraju i jak wydobyć nas z kryzysu, w którym, wbrew ich obłudnym zapewnieniom, coraz bardziej się pogrążamy.

Arogancja premiera Tuska i jego otoczenia jest policzkiem wymierzonym całemu społeczeństwu, bowiem zamiast przyznać się do błędów i złożyć dymisję, rządzący kurczowo trzymają się swoich „stołków”, ciągnąc z tytułu udziału we władzy krociowe zyski. Nie rządzą, lecz bawią się naszym kosztem, załatwiają sobie ciepłe posadki w Brukseli, pomnażają prywatne fortuny i uprawiają kreatywną księgowość, czego przykładem jest nowelizacja tegorocznego budżetu zwiększająca deficyt o 16 mld zł. Politycy od wielu lat wycierają sobie gęby frazesami o patriotyzmie i wrażliwości na potrzeby obywateli, jednak nie uczynili nic, co świadczyłoby o tym, że mają w tym względzie szczere zamiary. Zamiast tego notorycznie lekceważą głos społeczeństwa, odmawiając mu prawa do wypowiedzenia się w drodze referendum w ważnych dla nas wszystkich kwestiach. Dzieje się tak dlatego, że marzeniem słabnącej władzy jest to, aby Polacy byli bezczynni i najwyżej raz na cztery lata na nią zagłosowali. Stąd też biorą się ciągłe manipulacje i ograniczanie wolności słowa, ponieważ narastająca krytyka rządzących podkopuje podstawy funkcjonowania tego patologicznego systemu.

Liga Obrony Suwerenności uważa, że władzom państwowym powinno przyświecać dobro całego społeczeństwa. Naszym zdaniem rząd musi mieć przekonanie, że pracownik jest podmiotem jego działania, a nie przedmiotem wyzysku ekonomicznego dla nieuczciwych pracodawców i pazernych zagranicznych koncernów. Politycy nie robią żadnej łaski społeczeństwu, które wymaga od nich, aby dobrze rządzili, w jego najlepiej pojętym interesie. Dlatego, że Naród Polski jest ich pracodawcą i posiada pełne prawo do tego, aby wysłać wszystkich skorumpowanych i nieudolnych polityków na bezrobocie bez prawa do zasiłku.

Liga Obrony Suwerenności wyraża pełne poparcie dla słusznych postulatów podnoszonych przez związki zawodowe, z NSZZ „Solidarność” na czele, w sprawach dotyczących: zmiany konstytucji w obszarze referendum krajowego, aby było ono obligatoryjne; przywrócenia wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę do poprzedniego poziomu, dla kobiet 60 i mężczyzn 65 lat, z dobrowolnością dłuższej pracy; a także uchylenia ustawy o elastycznym czasie pracy. Jednocześnie wzywamy wszystkich Polaków, aby się zjednoczyli przeciwko władzy, która depcze nasze prawa i naszą godność. Dość już lekceważenia społeczeństwa! Dość władzy szkodników! Praca i godne życie należą się wszystkim Polakom, a nie tylko wybranym!

Gdańsk, dn. 30 sierpnia 2013 roku.

Przewodniczący

Ligi Obrony Suwerenności

Wojciech Podjacki

0